Jestem kim jestem.

Niepojęty przypadek

jak każdy przypadek.

 

Inni przodkowie

mogli być przecież moimi,

a już z innego gniazda

wyfrunęłabym,

już spod innego pnia

wypełzła w łusce.

 

W garderobie natury

jest kostiumów sporo.

Kostium pająka, mewy, myszy polnej.

Każdy od razu pasuje jak ulał

i noszony jest posłusznie

aż do zdarcia.

 

Ja też nie wybierałam,

ale nie narzekam.

Mogłam być kimś

o wiele mniej osobnym.

Kimś z ławicy, mrowiska, brzęczącego roju,

szarpaną wiatrem cząstką krajobrazu.

 

Kimś dużo mniej szczęśliwym,

hodowanym na futro,

na świąteczny stół,

czymś, co pływa pod szkiełkiem.

 

Drzewem uwięzłym w ziemi,

do którego zbliża się pożar.

 

Źdźbłem tratowanym

przez bieg niepojętych wydarzeń.

 

Typem spod ciemnej gwiazdy,

która dla drugich jaśnieje.

 

A co, gdybym budziła w ludziach strach,

albo tylko odrazę,

albo tylko litość?

 

Gdybym się urodziła

nie w tym, co trzeba, plemieniu

i zamykały się przede mną drogi?

 

Los okazał się dla mnie

jak dotąd łaskawy.

 

Mogła mi nie być dana

pamięć dobrych chwil.

 

Mogła mi być odjęta

skłonność do porównań.

 

Mogłam być sobą – ale bez zdziwienia,

a to by oznaczało,

że kimś całkiem innym.

 

Z: Wisława Szymborska. Chwila. Wydawnictwo „Znak”, 2002

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •