Na polnej drodze leży martwy żuk.

Trzy pary nóżek złożył na brzuchu starannie.

Zamiast bezładu śmierci – schludność i porządek.

Groza tego widoku jest umiarkowana,

zakres ściśle lokalny od perzu do mięty.

Smutek się nie udziela.

Niebo jest błękitne.

 

Dla naszego spokoju, śmiercią jakby płytszą

nie umierają, ale zdychają zwierzęta

tracąc – chcemy w to wierzyć – mniej czucia

i świata,

schodząc – jak nam się zdaje – z mniej tragicznej

sceny.

 

Ich potulne duszyczki nie straszą nas nocą,

szanują dystans,

wiedzą, co to mores.

 

I oto ten na drodze martwy żuk

w nieopłakanym stanie ku słońcu polśniewa.

Wystarczy o nim tyle pomyśleć, co spojrzeć:

wygląda, że nie stało mu się nic ważnego.

 

Ważne związane jest podobno z nami.

Na życie tylko nasze, naszą tylko śmierć,

śmierć, która wymuszonym cieszy się

pierwszeństwem.

 

Z: Wisława Szymborska. Wielka Liczba. Czytelnik, Warszawa 1976

  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •  
  •