Na początku było inaczej - jak zmieniliśmy naszą postawę wobec zwierząt - Grzegorz Pieńkowski

Na początku było inaczej – jak zmieniliśmy naszą postawę wobec zwierząt

Jeśli w wielkości sztuki przejawia się w szczególny sposób wymiar duchowy człowieka, iskra jego twórczej wyobraźni i kreatywności, to nieznani paleolityczni twórcy rysunków przedstawieniowych w jaskini Lascaux w Akwitanii (paleolit 17 000 – 15 000 lat p.n.e.) osiągnęli poziom artystyczny, który skłonił Pablo Picasso po ich obejrzeniu do stwierdzenia „my niczego nie odkryliśmy”, a  archeolog, ksiądz Henri Breuil stwierdził z zachwytem, że „to Kaplica Sykstyńska prehistorii". Wybitne dzieła z Lascaux, owe „krajobrazy duszy”,  przedstawiają zwierzęta na które polowali paleolityczni myśliwi – stanowiły podstawę ich bytu, ale jednocześnie były dla nich istotami podziwianymi i czczonymi. Jeszcze starsze malowidła przedstawieniowe zwierząt pochodzą z wyspy Celebes (ok. 45.000 lat temu). Co intrygujące, człowiek na tych najstarszych arcydziełach pojawia się sporadycznie, w postaci zgeometryzowanych postaci albo zwierzęco-ludzkich hybryd, interpretowanych jako przedstawienia szamanów – ówczesnych charyzmatycznych mędrców pośredniczących w kontaktach ze światem nadnaturalnym. Nie jest przypadkiem, że na skalnych ścianach pojawiają się też symbole nieba – Słońca, Księżyca,  gwiazd. Wielka kopuła nieba była sklepieniem świątyni świata, którą zamieszkiwali na równych prawach ludzie, zwierzęta, rośliny – i wszystkie byty widzialne i niewidzialne.

Najstarsze mity były opowieściami o sensie tego i innego świata, o tajemnicy istnienia, życia, śmierci, odrodzenia. W tych mitach centralne miejsce zajmowały zwierzęta, które dawały pokarm i choć zabite, odchodziły w tajemniczy sposób do świata nadnaturalnego, aby w swoich stadach ponownie powrócić i zapewnić człowiekowi przetrwanie. Gdzieś poza horyzontem, ponad kopułą nieba kierował tym odwiecznym cyklem życia i śmierci „Pan zwierząt”, Pan odwiecznego porządku natury i sensu istnienia. Zwierzęta były Jego posłańcami do ludzi - i jednocześnie Jego życiodajnym darem. Polowanie było rytuałem poświęcenia, któremu musiało towarzyszyć oddanie zwierzętom szacunku i ich przebłaganie – aby znowu powróciły. Wtedy zaczęła się religia, intuicja obecności Czegoś – czy raczej Kogoś, kto się troszczy i kieruje porządkiem natury, wszystkim co widzialne i dotykalne, ale także tym wszystkim co jest „ponad i poza”, a co jest jedynie intuicyjnie przeczuwalne. Z tego Porządku wynikał wielki podziw i szacunek, jakim w najwcześniejszych kulturach ludzkich cieszyły się zwierzęta – nie uważano ich za istoty niższe od człowieka. Szacunek ten przetrwał do dzisiaj w nielicznych, pierwotnych kulturach łowieckich, ale w naszej cywilizacji ulegał pogłębiającej się degradacji, w wyniku której zwierzę sprowadzono stopniowo do poziomu rzeczy, przedmiotu użycia, konsumpcji, rozrywki połączonej z zadawaniem cierpienia. W miejsce „Pana zwierząt” to my staliśmy się ich całkowitymi „panami”. W późniejszych kulturach agrarnych pojawiły się nowe wierzenia i nowe symbole oparte na ziarnie wydającym plon. Zwierzęta udomowiono, ale nadal pozostawały silnie związane z człowiekiem i niejednokrotnie (np. w Egipcie) stanowiły przedmiot kultu jako pośrednicy w relacji ze światem nadprzyrodzonym, ale także  jako istoty służące człowiekowi i zapewniające mu przetrwanie. Krzywdę wyrządzoną zwierzęciu karano – dotyczyło to np. kotów domowych, którym w późniejszych epokach niejednokrotnie okazywano tyle bezmyślnego okrucieństwa. Mimo to w historii naszej chrześcijańskiej cywilizacji traktowano zwierzęta hodowlane z troską – jako istoty zapewniające byt, jako towarzyszy ciężkiej pracy, wypraw, ale również dzięki zwyczajnemu do nich przywiązaniu.  Troska ta jednak odeszła wraz z nastaniem wielkich przemysłowych hodowli, gdzie siłą rzeczy, mimo okazywanego niejednokrotnie humanitaryzmu, górę w końcu brały względy ekonomiczne – a więc przede wszystkim ograniczanie  kosztów i maksymalizacja zysku. Zwierzę nieuchronnie stało się towarem, a jego pierwotny, pełen szacunku wizerunek czy choćby status domownika zastąpiło spojrzenie czysto utylitarne.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

W swojej niezniekształconej postaci teologia i porządek stworzenia powinny kierować nas w stronę współczucia dla zwierząt, troski wobec owych franciszkowych „braci mniejszych” - zarówno tych udomowionych jak i dziko żyjących. Jest to dramatyczne wezwanie  zwłaszcza teraz, kiedy istoty te stały się od nas tak bardzo zależne, kiedy ich byt jest tak kruchy, kiedy co roku w procesie wywołanego przez człowieka szóstego wielkiego wymierania w dziejach Ziemi znikają dziesiątki tysięcy gatunków rocznie. O istnieniu niektórych z nich nawet nie zdążymy się dowiedzieć. Nie miejmy złudzeń – poprawa losu zwierząt we współczesnym świecie to długi proces. Jednak chrześcijaństwo, kościół, my wszyscy którzy w nim jesteśmy, powinniśmy nie bać się przepowiadania czasu przyszłego, budowania wrażliwości dzięki której kiedyś odnowimy naszą pamięć o relacji wobec stworzenia – relacji w duchu słów Chrystusa, że „na początku było inaczej”, a prawo do pełnego zawłaszczenia stworzenia ustanowiliśmy sami w wyniku zatwardziałości serc. Jednak plan Boga był i jest inny. W tym planie mieści się przecież także ocalenie naszego wspólnego domu – Ziemi, wszystkich żyjących na niej istot, a poprzez to odnowienie relacji międzyludzkich oraz relacji z Bogiem-Stwórcą.

Grzegorz Pieńkowski

Dzień Ziemi, 22.04.2021

 

 

 

 


Antoni Kardas. Krótki szkic teologii zwierząt

Teologia zwierząt jest refleksją teologiczną nad rolą zwierząt w planie zbawienia. A jako że teologia w ogólności opiera się na relacji Boga ze stworzeniem, powinna być pełnoprawną dziedziną teologiczną. Powinna. Ale nie jest. Należałoby wręcz powiedzieć, niestety, że teologia zwierząt nie istnieje. Ale, jeśli nie rozumie się teologii zbyt wąsko, ale włącza się w jej nurt różne ludzkie myśli i dążenia (a myśli dotyczące zwierząt czy całości stworzenia w relacji do Boga nieobce były wielu świętym, a także świętym-uczonym) to można uznać, że istnieje, choć na pewno nie sformalizowana i akademicka, gdyż jak powiedziano, działy teologii, które najwięcej mogłyby na ten temat powiedzieć, przede wszystkim teologia dogmatyczna czy teologia moralna, niemal milczą o zwierzętach.

Mimo to, w tym artykule postaram się ukazać – zgodne, mam nadzieję, z Objawieniem i metafizyką chrześcijańską – zręby teologii zwierząt, opierając się na myśli świętego Tomasza z Akwinu i anglikańskiego teologa Andrew Linzeya. To połączenie może wydawać się na początku bardzo egzotyczne, ale według mnie postaci te w tajemniczy sposób uzupełniają się wzajemnie.

Zacznę jednak od podstawowych kwestii: dlaczego w ogóle dziś teologia milczy o zwierzętach, oraz dlaczego nie powinna milczeć.Więcej Info


Antoni Kardas. Pro-life dla wszystkich

W środowiskach katolickich wiele mówi się o szacunku dla każdego życia. Ma się wtedy na myśli głównie ludzkie życie nienarodzone lub życie zmierzające ku końcowi. Okazywanie zaś tego szacunku najczęściej oznacza walkę z aborcją i eutanazją, rzadziej pozytywną promocję życia od naturalnego poczęcia do naturalnej śmierci. W każdym razie postawa „pro-life” jest uzasadniona i ważna – choć czasami niektórzy mogą nie zgadzać się z formą (krwawe billboardy) bądź motywacją tzw. prolajferów, która czasem wynika tylko z przeciwstawiania się wszystkiemu, co „lewackie”. Uznając idealną postawę „pro-life”, która wypływa z zadziwienia nad cudownością ludzkiego życia i jego niezatracalną nigdy wartością dostrzegam w niej jeden mankament, jeden brak, jedno niedopowiedzenie – mianowicie katolicki „pro-life” dotyczy tylko życia ludzkiego.Więcej Info