Czesław Miłosz. Sroczość

Ten sam i nie ten sam szedłem przez las dębowy

Dziwiąc się, że muza moja, Mnemozyne,

Nic nie ujęła mojemu zdziwieniu.

Skrzeczała sroka i mówiłem: sroczość,

Czymże jest sroczość? Do sroczego serca,

Do włochatego nozdrza nad dziobem i lotu

Który odnawia się kiedy obniża

Nigdy nie sięgnę a więc jej nie poznam.

Jeżeli jednak sroczość nie istnieje

To nie istnieje i moja natura.

Kto by pomyślał, że tak, po stuleciach,

Wynajdę spór o uniwersalia.

 

Z: Czesław Miłosz. Wiersze wszystkie, Znak 2011, s. 467


Czesław Miłosz. Do Pani Profesor w obronie honoru kota i nie tylko

                                                  (Z okazji artykułu „Przeciw okrucieństwu” Marii Podrazy-Kwiatkowskiej)

 

Mój miły pomocnik, nieduży tygrysek,

Śpi słodko na biurku obok komputera

I nic nie wie, że Pani jego ród obraża.

 

Koty bawią się myszą czy półżywym kretem,

Myli się jednak Pani, to nie z okrucieństwa.

Po prostu widzą rzecz, która się rusza.

 

Bo jednak zważmy, że tylko świadomość

Umie na chwilę przenieść się w to Inne,

Współ-odczuć mękę i panikę myszy.

 

I tak jak kot, jest cała przyroda,

Obojętna niestety na zło i na dobro,

Obawiam się, że kryje się tutaj dylemat.

 

Historia naturalna ma swoje muzea.

Nie prowadźmy tam dzieci. Po co im potwory,

Ziemia gadów i płazów przez miliony lat?

 

Natura pożerająca, natura pożerana,

Dzień i noc czynna rzeźnia dymiąca od krwi.

I kto ją stworzył? Czyżby dobry bozia?

 

Tak, niewątpliwie, one są niewinne:

Pająki, modliszki, rekiny, pytony.

To tylko my mówimy: okrucieństwo.

 

Nasza świadomość i nasze sumienie

Samotne w bladym mrowisku galaktyk

Nadzieje pokładają w ludzkim Bogu.

 

Który nie może nie czuć i nie myśleć,

Który jest nam pokrewny i ciepłem i ruchem,

Bo Jemu, jak oznajmił, jesteśmy podobni.

 

Ale jeżeli tak, to lituje się

Nad każdą schwytaną myszą, skaleczonym ptakiem.

Wszechświat dla Niego jak Ukrzyżowanie.

 

Oto ile wynika z ataku na kota:

Teologiczny augustiański grymas,

Z którym chodzić po ziemi, wie Pani, jest trudno

 

Z: Czesław Miłosz. Wiersze wszystkie, Znak 2011, s. 1095


Czesław Miłosz. Żółw

Słońce zza mgieł wychodzi jak złotawe zwierzę,

Rudowłose i z grzywą skłębionych promieni.

Ale on go nie widzi. Nigdy nie patrzy w niebo.

Jego oczy przykryte wypukłą powieką

Patrzą tylko ku ziemi albo ku taflom posadzki

Jak tutaj, w domu Janka i Neli w Mentonie.

My jesteśmy gatunek wysokiego piętra,

Za spojrzeniem niebosiężnym i międzyobłocznym.

Obserwujemy z politowaniem

Jego niezdarne marsze pod krzesłami

I jak spożywa zielony liść sałaty.

Co za pomysł demiurga! Między dwie tarcze

Wtłoczyć kształt jaszczurczy, żeby chronić życie

Przed atakami większych dinozaurów!

Ale przemówić do niego nie sposób.

Kiedy nagle zaczyna biegać w żarliwym pośpiechu

Na próżno mu tłumaczyć, że but Janka

Nie jest partnerką godną jego zapału.

Jakby zażenowani, przyglądamy się

Jego ruchom kopulacyjnym podobnym do ludzkich

I strudze cieczy, która rozszerza się powoli,

Podczas gdy on nieruchomieje.

Wspólnota żywych ale niezupełna:

Jak pogodzić się mogą świadomość i nieświadomość?

Janek i Nela nie pojmowali żółwia.

Poniżało ich jego pokrewieństwo z nimi.

Chcieli być czystymi inteligencjami.

Wkrótce potem umarli i na ich krzesłach nikogo.

 

 

Z: Czesław Miłosz. Wiersze wszystkie, Znak 2011, s. 1321