Staszku, są inne prace.

Mój sąsiad Staszek, edukowany przez mnie pro-zwierzęco od lat, zakomunikował mi ostatnio, że wyjeżdża do roboty do Austrii. Wyjeżdżał już i wcześniej, do innych krajów, na budowy. Staszek polskie słownictwo ma ograniczone do 100 słów, najczęściej używanych, z tego 30 to te używane na tyłach wiejskiego sklepiku, gdzie stacjonuje, między światowymi wyjazdami. W językach obcych opanował jedynie odpowiedniki tych ostatnich. i nie ukrywam, że te wyjazdy zawsze napawały mnie trochę wstydem, ale trudno, jechał, zarabiał, zarobione przepijał. Takie życie.

Tym razem jednak w jego głosie nie brzmiała duma z wyjazdu, dziwnie był przygaszony. Nie cieszy się Pan, panie Staszku, zapytałam. Eee..., bo Pani wie, to taka praca…nie bardzo przyjemna. To znaczy jaka?, dopytywałam. W rzeźni. Więcej Info


O "Boskich zwierzętach" i chorym "mięsie"

Skończyłam czytać, jednym tchem, książkę Szymona Hołowni „Boskie zwierzęta”. Świetna. Trochę się jej bałam, ale nie trzeba. Tę porcję okrutnych faktów da się znieść, i warto. Bo ostatecznie jest to książka o miłości. Myślę, że każdy, powinien ją przeczytać. Każdy, kto nie chce przeżyć życia nieświadomie i obudzić się któregoś dnia zdziwionym, że jest za późno.Więcej Info


Zośka, Misiek i Diana wysterylizowane

Udało się! Trzy biegające w sąsiedztwie psy udało się wysterylizować! Przy pomocy gminy Gdów, która sfinansowała zabieg, przy wspaniałej współpracy urzędników Gminy, zwłaszcza Pana Tomasza Miszczyka (oby we wszystkich gminach byli tacy rozumiejący problem pracownicy!), ale też przy kooperacji właścicieli. Ogromnie się cieszę. Nie będzie już dwa razy do roku miotów szczeniąt, z którymi nie wiadomo co zrobić, a właściwie wiadomo, że trzeba utopić. Nie będzie watah psów adorujących Zośkę i Dianę.Więcej Info


Spotkaliśmy się z Jackiem Bożkiem (Klub Gaja) w krakowskim Klubie "Tygodnika Powszechnego"

Byłam zawiedziona, że pomimo dość intensywnego rozpowszechnienia informacji o spotkaniu, tak mało przyszło ludzi młodych. Gdzie jesteście? Przecież wielu z Was działa dla dobra Ziemi i zwierząt. To była dobra okazja, żeby się poznać, policzyć.

Jacek był świetny jak zawsze. Trochę prowokujący, trochę luzacki, trochę poważny. A audytorium nie chciało zrozumieć, że tak niewiele (a jednak tak wiele!) trzeba zmienić, żeby odwrócić ekologiczną katastrofę: przestać pazernie konsumować, nie marnotrawić, nie kupować obłędnie. Gdyby każdy to zrobił, gdybyśmy zrozumieli, to do czego nawołuje Franciszek, że mniej znaczy więcej. Niestety nie mamy czasu nad tym się zastanowić. Nie traćmy jednak nadziei!

 

Jacek Bożek i Wegańskie buty. fot. Adam Walanus